„On mnie kopnął!”, „ona zaczęła!”, „nieprawda!”

„On mnie kopnął!”, „ona zaczęła!”, „nieprawda!”

 Czy któryś z rodziców nie był świadkiem takiej ostrej wymiany zdań (a może i rękoczynów) swoich pociech? Jak temu zapobiec? Jak zareagować? I czy trzeba dochodzić prawdy?

 

Z moich własnych obserwacji i doświadczeń wynika, że (wbrew pozorom) dzieci nie zawsze oczekują sprawiedliwego i jedynie słusznego dojścia do tego, kto zaczął. Czasem w ten sposób po prostu wołają o zwrócenie na nich uwagi. Bywa tak, że rodzic zabiegany, nie pochwali za piątkę w szkole („przecież to takie oczywiste!”) czy namalowanie nieco koślawej laurki bez okazji („hm, ładne, ale nie mogę go/jej rozpuszczać…”). Wtedy dziecko próbuje domagać się należnej mu uwagi w nieco przekorny sposób, jak choćby kłótnie i zatargi z rodzeństwem czy rówieśnikami. A zatem przy rozwiązywaniu takiego konfliktu warto mieć na uwadze swój własny „wkład” czy też raczej jego brak. Ta cenna informacja połączona z refleksją może nieco zmienić nasz rodzicielsko-wychowawczy punkt widzenia.

Najważniejszą i pierwszą reakcją winno być oczywiście rozdzielenie walczących ze sobą latorośli, jeśli zjawisko bitwy zachodzi. A co potem? Potem należy ostudzić emocje. Bo wiadomo, jak bywa w emocjach. Nasze (małżonków, rodziców etc.) własne doświadczenia wskazują na to, że czasem powiemy coś, czego później będziemy gorzko żałować. Więc na początek warto zachęcić do kilku głębszych oddechów, wyjścia do innego pokoju lub zrobienia kilku przysiadów, w zależności od charakteru i potrzeb. A potem spróbować spokojnie porozmawiać.

Następnie należy zwrócić uwagę na to, czy aby przypadkiem zaistniała sytuacja nie jest następstwem zwykłego nieporozumienia. Dla zilustrowania podam prosty przykład (jakże życiowy): Kasia przechodzi obok Michałka (zbieżność imion zupełnie przypadkowa) i niechcący zahacza o niego swoją przyciężką nóżką. A że Michałek jest nieco porywczy, zrywa się żwawo i oddaje jej podwójnie… Kasia czuje się zaatakowana (bo przecież ona tego Michałka niechcący potrąciła), więc nie chce pozostać mu dłużną i angażuje się w przepychankę na całego. Na to wkraczamy my. Dlatego tak cenne jest najpierw uspokojenie, wyciszenie obu stron konfliktu – po to, aby spokojnie mogli opowiedzieć o całym zajściu. Ogromnie ważne jest, by wysłuchać obydwóch głosów, tego co mają nam do powiedzenia. Nawet jeśli te wersje będą się nieco od siebie różniły, bo dzięki temu już kierujemy naszą uwagę i zainteresowanie w dwa kierunki konfliktu. A nie da się ukryć, że na pewno każdy z nich tego potrzebuje.

Bywa i tak, że jednak strony zaatakowały się świadomie i celowo. Ot, zwykła awantura, jakich wśród dzieci nie brakuje. To stawia nas w trudniejszej sytuacji, ponieważ zakłada (mówiąc dosadnie) złą wolę przynajmniej jednej z osób. A zatem należałoby z takiego zachowania wyciągnąć konsekwencje. Często samo zaproponowanie, aby dzieci ze sobą spokojnie porozmawiały i spróbowały rozwiązać spór już jest dla nich swego rodzaju „karą”, konsekwencją wynikającą z ich zachowania (taki bowiem wydźwięk powinna mieć kara, jako naturalna konsekwencja konkretnych czynów, którą dziecko jest w stanie powiązać ze swoim przewinieniem). Takie rozwiązanie sprawdzi się raczej u starszych już dzieci. Natomiast u młodszych pociech trzeba częściej stosować rodzicielski autorytet, tłumacząc oczywiście, że pewne zachowania są po prostu niewłaściwe (nie uważam za słuszne jednak mówienie „nie i koniec”; jestem zwolenniczką, aby wytrwale, z opanowaniem wyjaśniać dlaczego nie należy czegoś robić). Warto nieco pomóc dzieciom w wyrażeniu swoich uczuć: „Widzę, że to Cię bardzo zdenerwowało, czy tak?”, „Poczułeś się skrzywdzony?”, „Nie spodobało Ci się to zachowanie, tak?”. Istotne jest również, aby i dorosły i dziecko uczył się oceniać zachowanie, a nie osobę. Jest to bardzo pomocne w polubownym rozwiązaniu konfliktu.

Bardzo często spokojne wysłuchanie prowadzi do tego, że uda nam się zauważyć, iż całe zajście wynika z nieporozumienia, z jakiegoś niezrozumiałego komunikatu lub właśnie jego braku (jak w opisanym wcześniej zdarzeniu). Zadaniem rodzica jest wyjaśnienie, że w takiej sytuacji wystarczyłoby, żeby Kasia od razu przeprosiła Michała za coś, co zrobiła nieumyślnie, lub też aby nasz „szturchnięty” bohater zakomunikował siostrze/koleżance, iż nie życzy sobie, aby ta go kopała. Krótki, prosty komunikat, a jak wiele wyjaśnia. brothers-1878178_1280

Nie ma się jednak co dziwić dzieciom, bo i my, dorośli mamy z tymi komunikatami niemały problem…. Ale to już obszerny temat na inny artykuł.

Paulina Sikora

mgr pedagogiki opiekuńczo – wychowawczej i rodzinnej

Opracowano na podstawie:

A. Faber, E. Mazlish „Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie, by samemu żyć z godnością”. Poznań 1997,

Thomas Gordon „Wychowanie bez porażek”. Warszawa 2002.